|
Katarzyna Wolnik, Dziennik Zachodni, 5.12.2006 rok
Każdy może się zarazić wirusem HCV, bo każdy był, jest lub będzie pacjentem
Joanna Wasielewska i Zbigniew Kostrzewski ze Stowarzyszenia "Prometeusze" oraz dr n. med. Ewa Janczewska-Kazek z Poradni Hepatologicznej w Chorzowie.
Foto : Katarzyna Wolnik
Zbigniew Kostrzewski z Kędzierzyna-Koźla leczył się na grypę i na dolegliwości związane z przesileniem wiosennym. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i kierowali go do kolejnych specjalistów. Po prawie dziesięciu latach dowiedział się, że ma HCV, czyli przewlekłe zapalenie wątroby typu C. - Gdzie mógł się zarazić?! - zastanawia się żona pana Zbigniewa. - Zakładano mu szwy po wypadku, usuwano wyrostek robaczkowy, robił badania krwi i chodził do dentysty. Jak wielu z nas.
Podejrzane grono
Joanna Wasielewska o zakażeniu dowiedziała się trzy lata temu w lutym, gdy chciała być dawcą szpiku. - Lekarz rodzinny, który zwykle o chorobie wie niewiele, odsyła do hepatologa. Ten z kolei leczy zachowawczo, bo specjalnym leczeniem zajmują sią tylko przyszpitalne poradnie
chorób zakażnych. Aby dostać się do takiej poradni, trzeba stać w długiej kolejce - mówi Joanna.
Na wizytę w poradni hepatologicznej przy chorzowskim Szpitalu Specjalistycznym Śląskiej Akademii Medycznej dostała się dopiero w lipcu. Tam skierowano ją
na oddział obserwacyjno-zakaźny, bo trzeba wykonać specjalistyczne badania.
Pacjent ustawia się w następnej kolejce. Ale ona miała szczęście - jej organizm sam pokonał wirusa, choć to zdarza się wyjątkowo. Dziś jest w gronie przedstawicieli generalnych Stowarzyszenia Pomocy Chorym z HCV Prometeusze na województwo śląskie. Podaje swoje imię i nazwisko, bo nie jest chora.
Lecz jej koleżanka nie chce się przedstawiać, ponieważ ciągle walczy z wirusem. - Brak wiedzy na temat HCV prowadzi do izolacji zakażonych. Czujemy się
odcięci od świata, a to źle wpływa na naszą psychikę, odsuwają się od nas znajomi. A przecież nie zarazimy nikogo przez podanie ręki - mówi nosicielka wirusa.
Pacjent z piętnem
Joanna pamięta, że na jej karcie zdrowia u lekarza rodzinnego wielkimi czerwonymi literami zrobiono adnotację: "HCV plus". - Dzwonią do nas zrozpaczone kobiety, które nie chce zbadać ginekolog, bo mają HCV. A ten ginekolog nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę przyjmie kogoś, kto również może być zakażony, tylko o tym nie wie - mówi Joanna. - Ci sami ludzie ze służby zdrowia, którzy w 60-70 procentach zarażają pacjentów, potem traktują ich jak trędowatych.
W Poradni Hepatologicznej Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie leczy się najwięcej zakaonych wirusem HCV na Śląsku. Na razie nie są przyjmowani nowi chorzy, bo nie ma pieniędzy na ich leczenie. W tej chwili w kolejce na zdiagnozowanie czeka ponad 200 osób. Do lekarza dostaną się dopiero w 2007 roku.
Potem trafią do kolejki oczekujących przyjęcia na oddział. Podobna grupa chorych, już zdiagnozowanych, czeka na leczenie przeciwwirusowe.
Za co leczyć?
W czerwcu pacjenci napisali list do dyrektora Śląskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. W odpowiedzi przeczytali, że zwiększenie wartości zakontraktowanych umów będzie możliwe dopiero po zmianie planu finansowego. W maju - w wyniku renegocjacji - wartość kontraktu została zwiększona. - To
kropla w morzu potrzeb - komentuje sytuację dr Ewa Janczewska-Kazek, kierowniczka Poradni Hepatologicznej chorzowskiego szpitala. - Zpowodu błędnie wycenionych przez NFZ procedur, nie są w tym roku leczone dzieci. Poza tym Fundusz przyznaje nam określoną pulę pieniędzy na samo leczenie interferonem,
ale jednocześnie daje za mało pieniędzy na badania, które szpital musi wykonać w czasie terapii - dodaje. Efekt jest taki, że procedury są, a pacjenci nie mogą być leczeni. Zakażeni HCV jeżdżą od szpitala do szpitala, szukając mniejszych kolejek. Ci, u których wirus doprowadził już do marskości wątroby i jej niewydolności, czekać mogą tylko na przeszczep. Albo na śmierć.
ILU Z NAS CHORUJE ?
Na początku sierpnia w stacji dializ w Ostrowie Wielkopolskim w wyniku nieprzestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa sanitarnego, wirusem HCV zakażonych zostało kilkadziesiąt osób. Do takich zakażeń może dochodzić codziennie w każdej placówce medycznej. Według danych Polskiej Grupy Ekspertów, w Polsce dotkniętych HCV jest około 700 tys. osób, ale tylko 15 tys. wie o tym. HCV, czyli Wirusowe Zapalenie Wątroby typu C, to dziś jeden z największych problemów epidemiologicznych świata. - Choroba nie daje żadnych charakterystycznych objawów. Osoby, które dowiadują się, że są nosicielami wirusa, na leczenie mogą czekać w Polsce nawet kilka lat - mówi dr Ewa Janczewska-Kazek, kierowniczka Poradni Hepatologicznej przy chorzowskim Szpitalu Specjalistycznym
Śląskiej Akademii Medycznej. Właśnie tutaj od roku, w jedną z sobót każdego miesiąca, śląski oddział Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym z HCV
Prometeusze organizuje spotkania dla zakażonych z naszego regionu.
KONTAKT Z PROMETEUSZAMI
Wszyscy zainteresowani mogą się skontaktować ze Stowarzyszeniem Pomocy Chorym z HCV Prometeusze:
Joanna Wasielewska, tel. 0 601 209 254, j.wasielewska@prometeusze.pl
Więcej informacji na stronie: www.prometeusze.pl
Skan oryginalnego artykułu
|