|
Judyta Watoła, Gazeta Wyborcza/Gazeta.pl, 2007-01-04
- To absolutny skandal. Za szukanie ratunku dla śmiertelnie chorego kierownik powinien dać lekarzowi pochwałę, a nie wyrzucać go z pracy, bo mu o tym ratunku powiedział - mówi "Gazecie" minister zdrowia Zbigniew Religa.
Chodzi o dr. Arkadiusza Pisulę zwolnionego z oddziału chorób zakaźnych Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie za to, że na własną rękę szukał ratunku dla 62-letniego pana Stanisława. Wykryto w jego wątrobie trzy ogniska nowotworowe zbyt duże, by zastosować standardowe leczenie. Pisula nie zrezygnował i znalazł dla chorego ratunek w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Pan Stanisław jest tam od wczoraj. Będzie miał wykonaną termoablację, czyli wypalenie ognisk nowotworu.
Chory od wczoraj jest leczony w Warszawie, ale lekarz, który szukał dla niego pomocy, od dwóch tygodni już nie ma pracy. Powodem jest konflikt z doc. Włodzimierzem Mazurem, którego Śląska Akademia Medyczna wybrała na szefa Kliniki Chorób Zakaźnych w chorzowskim szpitalu.
Mazur - w przeciwieństwie do Pisuli i innych lekarzy z oddziału - nie jest specjalistą chorób zakaźnych i nie miał nominacji na stanowisko ordynatora.
Docent zakwestionował leczenie zaproponowane 62-latkowi, bo nie było z nim konsultowane. Dyrektorka Jolanta Karlicka-Chmiel zwolniła niepokornego lekarza.
Minister zdrowia Zbigniew Religa jest oburzony: - To superskandal! Postępowanie wobec tego lekarza jest niezrozumiałe. Za szukanie ratunku dla śmiertelnie chorego kierownik powinien dać lekarzowi pochwałę, a nie wyrzucać go z pracy, bo mu o tym ratunku powiedział. Wyrażam najwyższe uznanie wobec tego zwolnionego lekarza.
Prawo nie daje ministrowi żadnych możliwości ingerowania w sprawy chorzowskiego szpitala, bo podlega on marszałkowi.
Religa twierdzi jednak, że trzeba zmienić system w szpitalach. - Ta historia pokazuje, że mam rację. Trzeba rozwalić ordynatorsko-profesorski system w polskich szpitalach, bo to zabija inicjatywę lekarzy. Tytuł docenta czy profesora wcale nie znaczy, że się lepiej leczy ludzi - przekonuje minister.
Najwyraźniej innego zdania niż minister są władze Śląskiej Akademii Medycznej. W środę doc. Mazur otrzymał od rektor ŚAM oficjalną nominację na kierownika oddziału.
Pacjenci, przede wszystkim chorzy z żółtaczką B i C, żyją w obawie. Ich zdaniem oddział, choć bez szefa, świetnie dotąd funkcjonował. Wielu chorych przenosiło się do Chorzowa z innych ośrodków. Teraz boją się, że ze szpitala odejdą kolejni lekarze, do których mieli zaufanie.
Jeszcze przed Bożym Narodzeniem interweniowali w tej sprawie u wicemarszałka Grzegorza Szpyrki (PiS). - Zarządzam kontrolę - mówił wtedy Szpyrka po spotkaniach z chorymi, a także związkami zawodowymi działającymi w szpitalu.
Jak się jednak dowiedzieliśmy, żadnej kontroli w szpitalu nie ma. Szpyrka przekazał tylko dyrektorce dokumenty otrzymane od związkowców i polecił, by się do nich ustosunkowała.
Tydzień temu wicemarszałek tłumaczył nam: - Nie będzie ostrych działań, bo nie może być wrażenia, że prawicowy marszałek od razu działa przeciwko dyrektorce z SLD.
Przedwczoraj i wczoraj, mimo wielokrotnych prób dodzwonienia się na komórkę i do sekretariatu, Szpyrka nie znalazł czasu na rozmowę z "Gazetą".
|