|
Mariusz Wirga (mw@arcobem.com)
W
tym artykule opisuję podstawy mechanizmów psychoneuroimmunologii (PNI) oraz, na
praktycznych przykładach, przedstawiam, jak myśli, poprzez uczucia, wpływają na
nasze ciało. Przedstawiam też wnioski na interwencje psychoterapeutyczna. Ze
względu na charakter pisma i brak miejsca dokonuję wielu uproszczeń i pomijam
inne - niż psychoterapia - możliwości lecznicze wypływające z PNI.
Od
dzieciństwa słyszałem: "ucieczka w chorobę", "histeria" lub
"choroba bydgoska" (chorobą bydgoską były kwitowane napady migreny z
nudnościami). Obojętnie jak nazwane, cierpienie danej osoby było rzeczywiste, a
przypisywane im etykiety nie miały żadnej wartości diagnostycznej czy
terapeutycznej. Interesowałem się głownie procesami za nimi się kryjącymi, ale
też sposobami pomocy. Zanim Robert Ader ukuł pojęcie psychoneuroimmunologii,
psychosomatyka była moją pasją. Moje zainteresowania ukierunkowały też bieg
moich poszukiwań lekarskich od ciała i komórki (patologia), poprzez terapie
somatyczne (radioterapia), po psychiatrię (łączącą terapie somatyczne z
psychologicznymi). Przez te lata byłem świadkiem, jak wiele się zmieniło, jak
wiele odkryto i, z czego kilka lat temu drwiono, teraz już drwić nie wypada.
Nie wypada z tym nawet dyskutować.
Immunologia,
jest to nauka o odporności. Psychoneuroimmunologia - nauka zajmująca się
wzajemnym wpływem zjawisk psychicznych, neurologicznych i odpornościowych.
Układ immunologiczny nazywać będziemy tutaj odpornościowym. Jest wiele rodzajów
komórek chroniących nasz organizm. Nie wdając się w szczegóły, je wszystkie
będziemy nazywać komórkami odpornościowymi. Niektóre mają możliwość pożerania
zmienionych komórek (np. nowotworowych, czy starych), bakterii, wirusów i
innych patogenów. Inne komórki odpornościowe wydzielają substancje niszczące
takie patogeny. Jeszcze inne produkują przeciwciała, wiążące się z antygenami
(obcymi substancjami jak białka wirusów, bakterii itp).
Choroby
mogą powstawać ze zmniejszonej lub nadmiernej aktywności układu immunologicznego.
W przypadku zmniejszonej aktywności układu odpornościowego mamy do czynienia ze
zwiększonym zapadaniem na choroby zakaźne (zmniejszona obrona przed bakteriami,
wirusami i innymi patogenami), ale też choroby nowotworowe (zmniejszone rozpoznawanie
patologicznie zmienionych własnych komórek; n.p., nowotwory występujące w AIDS
- mięsak Kaposi'ego i chłoniaki). W przypadku nadmiernej aktywności układu
odpornościowego, komórki układu odpornościowego zwracają się przeciw własnemu
organizmowi (choroby autoimmunologiczne).
Od
tysiącleci wiadomo było, że stan psychiki i ducha ma istotny wpływ na zdrowie.
Dlatego też tradycyjnie medycyna łączyła to, co w danych czasach było szczytem
technologii medycznej z interwencjami psychologicznymi i praktykami duchowymi.
Dopiero względnie niedawno, technologia zdominowała medycynę i teraz,
paradoksalnie, dzięki technologii i jej ograniczeniom następuje powrót do
holistycznego podejścia do zdrowia. W dalszej części przedstawiam przykłady
interakcji psychoneuroimmunologicznych, a następnie przedstawiam, jak
współczesna nauka znajduje wyjaśnienia dla tych procesów.
Psychika a występowanie i przebieg chorób
Osobiste
doświadczenia oraz badania naukowe wskazują, że zapadamy na choroby znacznie
częściej, gdy jesteśmy pod wpływem negatywnych emocji. Na przykład, studenci
denerwujący się sesją egzaminacyjną, chorują częściej i ich układ odpornościowy
ma mniejszą wydolność niż ci, którzy spokojnie podchodzą do egzaminów
(Kiecolt-Glaser, 1984; 1986; 1991). Jednak zdrowe radzenie sobie ze stresem
studiów związane jest z lepszym zdrowiem (n.p., ilość produkowanych przeciwciał
po podaniu szczepionki jest większa u tych, którzy są najmniej zestresowani i
zdenerwowani (Glaser i wsp., 1992). Zaburzenia lękowe jak lęk uogólniony (Linn,
1981) i zespół stresu pourazowego (Ironson, 1997) związane były ze znacznym
obniżeniem funkcji układu odpornościowego.
Depresja
(choroba afektywna jednobiegunowa) jest związana ze zwiększoną zapadalnością na
wiele chorób oraz ze zwiększoną umieralnością (biorąc poprawkę na samobójstwo
jako przyczynę zgonu). Na przykład Simons (Simons, 1998) stwierdził, że
depresja była istotniejszym czynnikiem ryzyka wystąpienia wylewu krwi do mózgu
niż poziom cholesterolu. Podobne wyniki miał Everson (Everson, 1998). Przebieg
choroby niedokrwiennej mięśnia sercowego był negatywnie związany z depresją
(Ford, 1998; Penninx, 1998) i brakiem związków społecznych, natomiast
pozytywnie z wsparciem emocjonalnym (King, 1997). Uważa się, że obniżona
funkcja układu odpornościowego pod wpływem depresji, jest co najmniej
częściowym wytłumaczeniem zwiększonej umieralności osób z depresją (Takeida,
1997). Postuluje się wpływ cechy "wrogości" (jeden z elementów tzw.
osobowości A) na zapadanie na choroby krążenia, ale brak jest przekonujących
danych , by ta cecha wpływała na przebieg choroby. Czynniki psychiczne
odgrywają też istotną rolę też w przebiegu tak poważnych chorób jak choroby
nowotworowe i infekcja HIV (Benight, 1997; Byrnes, 1998).
Jest
wiele różnorodnych czynników sprzyjających powstawaniu chorób, w tym też mogą
być czynniki psychiczne. Nie mogę przytoczyć tutaj żadnych jednoznacznych
dowodów, że czynniki psychiczne powodują powstawania raka, jednak gromadzonych
jest coraz więcej dowodów, że czynniki psychiczne mają istotny wpływ na
zdrowienie.
Placebo
Wiele
ze zjawisk obecnie nazywanymi psychoneuroimmunologicznymi, znanych było od
dziesięcioleci (choć nie zrozumianych) przez technologicznie zorientowanych
medyków i biologów. Dlatego skuteczność każdego leku porównywana jest z placebo - substancją wyglądającą jak
badany lek, ale bez żadnej aktywności farmakologicznej. W takich badaniach
znaczna część chorych reaguje na placebo tak, jakby to był skuteczny lek. Na
przykład w badaniach nad bólem pooperacyjnym u 33% pacjentów placebo było tak
samo skuteczne jak morfina (Beecher, 1955). Placebo może też wywołać oczekiwane
przez pacjentów objawy uboczne (n.p., wypadanie włosów) lub prowadzić do
uzależnienia. A wszystkie te zjawiska zachodzą po podaniu nieaktywnych soli,
cukru lub wody destylowanej.
Jednym
z najlepiej udokumentowanych a zarazem spektakularnych przypadków skuteczności
placebo jest przykład pana Wrighta (Klopfer, 1957). Pan Wright znalazł się pod
opieką doktora Philipa Westa w stanie skrajnie zaawansowanego, złośliwego nowotworu
układu chłonnego. Węzły chłonne na szyi, we wnękach płuc i pod pachami były tak
powiększone, że pan Wright ledwo mógł zaczerpnąć powietrze i spodziewano się,
że umrze w ciągu kilku dni. Jego onkolog - dr West - prowadził wtedy badania
nad nowym, a już sławnym lekiem przeciwnowotworowym nazwanym Krebiozen. Mimo,
że pan Wright, ze względu na bardzo złą prognozę, nie kwalifikował się do
programu badawczego, ze względów humanitarnych i pod wpływem nalegań pacjenta
(który bardzo wierzył w nowe "lekarstwo na raka") , dr West
postanowił podać lek. Wyniki przekroczyły najśmielsze oczekiwania - mimo bardzo
złego rokowania pacjent został wypisany ze szpitala po dziesięciu dniach bez
żadnych oznak choroby nowotworowej.
Takie zjawiska nie zdarzają się onkologom na co dzień.
Dlatego dr West rozpoznał szybko pana Wrighta, gdy powrócił on do szpitala
kilka miesięcy później, w jeszcze cięższym stanie niż poprzednio, po tym jak
przeczytał w prasie negatywne opinie o skuteczności Krebiozenu. Ponieważ pan
Wright był jedyną osobą spośród tysięcy poddanych leczeniu, której Krebiozen
pomógł, dr West był przekonany, że to wiara w lek, a nie sam lek, spowodował
tak szybką poprawę. Tym razem zespół leczący powiedział pacjentowi, że
poprzednia partia Krebiozenu ulegała z czasem rozkładowi i lada dzień miała być
wyprodukowana nowa, wielokrotnie skuteczniejsza forma Krebiozenu. By jeszcze
bardziej wzmocnić pozytywne oczekiwanie, codziennie informowano go, że lek już
jest prawie gotowy i wkrótce będzie transportem lotniczym przesłany specjalnie
dla pana Wrighta. I faktycznie po paru dniach zespół leczący z fanfarami
wkroczył do pokoju pacjenta ku jego wielkiej radości ogłaszając, że lek właśnie
nadszedł. Natychmiast podano mu pierwszą dawkę "udoskonalonego
Krebiozenu" - wodę destylowaną (placebo). I znowu nastąpiła radykalna
poprawa. W opisie dra Westa guzy zmniejszały się jak topniejące "kule
śniegu na rozżarzonym piecu". Podano mu tylko wodę destylowaną, a wiara
pobudziła tak układ odpornościowy pacjenta, że nowotwór zniknął zupełnie -
stopniał jak śnieg pod wpływem gorąca. Taka jest potęga sił zdrowienia, potęga
układu odpornościowego. Taka jest potęga układu odpornościowego każdego z nas.
Uczenie odpowiedzi immunologicznej
Fascynującym
przejawem zjawisk psychoneuroimmunologicznych jest uczenie odpowiedzi
immunologicznej. Pawłow, podając pokarm głodnym psom równocześnie z dźwiękiem
dzwonka nauczył je, poprzez warunkowanie klasyczne, ślinić się na sam dźwięk
dzwonka. Istnieje ponad 100 przykładów z literatury uczenia (warunkowania)
układu odpornościowego reakcji na obojętny bodziec zarówno zmniejszeniem jak i
zwiększeniem odpowiedzi odpornościowej. Jednym z najczęściej cytowanych
przykładów jest doświadczenie Adera i Cohena (Ader, 1982; 1991; 1995), gdzie
grupie świnek morskich ze szczepu z wrodzoną tendencją do zapadania na chorobę
autoimmunologiczną z nadmiernej czynności układu odpornościowego (toczeń)
podano lek - cyklofosfamid, równocześnie z obojętną farmakologicznie wodą z
sacharyną. Cyklofosfamid jest lekiem zmniejszającym aktywność immunologiczną
organizmu i dlatego zmniejsza objawy chorób autoimmunologicznych (gdzie układ
odpornościowy zwraca się przeciw własnemu organizmowi). Lek ten dla układu
odpornościowego świnek morskich był tym, czym pokarm dla ślinianek psów Pawłowa
(bodźcem bezwarunkowym) i wywoływał obniżenie aktywności nadmiernie pobudzonych
komórek odpornościowych (jak pokarm wywoływał ślinienie u psów ). Woda z
sacharyną była jak dźwięk dzwonka (obojętnym bodźcem warunkowym). Po
kilkakrotnym równoczesnym podawaniu cyklofosfamidu z wodą z sacharyną
(warunkowanie), podawanie samej sacharyny z wodą powodowało taki sam rezultat,
jak podawanie cyklofosfamidu - zmniejszenie odpowiedzi immunologicznej. Układy
odpornościowe tych świnek morskich nauczyły się zmniejszać swoją nadmierną
aktywność i choroba autoimmunologiczna, do której były genetycznie
predysponowane, występowała znacznie później, niż w grupie kontrolnej, która
nie podległa warunkowaniu, a otrzymała takie same dawki cyklofosfamidu i
sacharyny. To nie woda z sacharyną spowodowała różnicę tylko to, czego nauczył
się ich układ odpornościowy. Innym fascynującym zjawiskiem jest to, że można
nauczyć układ odpornościowy odrzucenia wszczepionego nowotworu złośliwego w
uwarunkowanej reakcji na zapach kamfory (Ghanta, 1990). Pomyślne doświadczenia
z warunkowaniem odpowiedzi immunologicznej przeprowadzono też u ludzi
(Bovgjerg, 1990).
Wpływ układu immunologicznego na zachowanie
Wpływ
stanu układu immunologicznego na zachowanie stanowi, w ostatnich latach, cel
wielu badań. Od lat psychiatrzy wiedzą, że wiele chorób układu odpornościowego
może przejawiać się najpierw objawami psychicznymi. Ponadto istnieje wiele
doniesień o zmianach w zachowaniu pod wpływem infekcji wirusowej nawet, gdy nie
nastąpiły żadne mierzalne zmiany fizjologiczne. Lub, że myszy z upośledzoną
funkcją immunologiczną gorzej sobie radziły w doświadczeniach z labiryntami niż
myszy ze zdrowym układem odpornościowym. Jednak pierwszym doświadczeniem, które
najbardziej przekonująco wykazało, że stan układu odpornościowego wpływa na
zachowanie, był eksperyment przeprowadzony przez Grota'ego i wsp. (Grota, 1989)
ze szczepem myszy z wrodzoną skłonnością do zapadania na toczeń (choroba
autoimmunologiczna; podobnie jak świnki morskie w akapicie powyżej). Jak już wspomniano
cyklofosfamid jest lekiem zmniejszającym aktywność odpornościową. Myszy i inne
stworzenia (włączając ludzi) nie lubią pić cyklofosfamidu, bo powoduje,
oględnie mówiąc, "rozstrojenie żołądka". Jednak myszy z
"genetycznie zaprogramowaną" chorobą autoimmunologiczną, u których
cyklofosfamid zmniejsza objawy choroby, piją roztwór z cyklofosfamidem, mimo
silnych objawów ubocznych. Najwyraźniej, stan układu immunologicznego bardziej
motywuje te myszki do picia wody z cyklofosfamidem mimo gorzkiego smaku i
natychmiast następujących problemów żołądkowo-jelitowych. Oznacza to, że układ
immunologiczny wpływa na mózg i kierowane przez mózg zachowanie.
U
ludzi zauważono, że substancje wydzielane przez komórki układu odpornościowego
(cytokiny), są związane ze zmianami w aktywności ruchowej, zaburzeniami snu
oraz zaburzeniami procesów myślenia i pamięci obserwowanymi u chorych na
depresję i schizofrenię (Muller, 1998). Coraz więcej wiadomo na temat wpływu
układu immunologicznego na zachowanie, ale o tym poniżej.
Wskaźniki immunologiczne
Wiele
nowych informacji dostarczyły nam badania laboratoryjnie mierzalnych tzw.
"wskaźników immunologicznych", obserwujące zmiany w czynności układu
odpornościowego pod wpływem różnorodnych interwencji. Najczęściej stosowanymi wskaźnikami
immunologicznymi są: poziomy i produkcja różnych klas preciwciał, poziomy
różnych subpopulacji komórek odpornościowych (limfocyty T, B, Natural Killer
Cells), produkcja interleukin i interferonu, produkcja przeciwciał, odpowiedź
na mitogeny i wiele innych. Stres, oraz stany emocjonalne związane z depresją,
lękiem, zespołem stresu pourazowego oraz zaburzenia snu są związane z
obniżeniem czynności układu odpornościowego (Ironson, 1997; Irvin, 1990; Irvin
1990b; 1994; Linn 1981). Wpływ stresu rejestrowany jest nie tylko na poziomie
organizmu i komórki, ale też na poziomie genu - stres upośledza procesy
naprawcze DNA (Kiecolt-Glaser, 1985). Ciekawym zjawiskiem jest wzmocnienie
reakcji odpornościowych poprzez śmiech. Zaobserwowano, na przykład, że oglądanie
śmiesznego filmu na wideo powodowało zwiekszenie produkcji przeciwciał (Dillon,
1985). Inne doświadczenia potwierdziły związek między nastrojem a stanem układu
odpornościowego (Futterman, 1994; Knapp, 1992). Co więcej, poprzez techniki
psychoterapeutyczne jak relaksacja, biofeedback i stosowanie wyobraźni można
spowodować znaczne zwiększenie aktywności układu odpornościowego mierzonego
poprzez wskaźniki immunologiczne (Gruber, 1988; Gruber, 1993).
Psychoterapia i zdrowienie
Od
lat wiadomo, że u znacznej części (jeśli nie większości) osób zwracających się
do lekarza ogólnego, u podstaw zgłaszanych przez nich dolegliwości leżą
problemy psychiczne. Logiczne jest też, że interwencja psychoterapeutyczna
znacznie zmniejsza częstotliwość wizyt u lekarza (Jones, 1980; Mumford, 1981;
Black, 1998). Jednak to badania O. Carla Simontona, z którymi zetknąłem się po
raz pierwszy w 1982 roku, tylko potwierdziły to, co przeczuwałem. Pacjenci
Simontona, z zaawansowaną chorobą nowotworową, którzy podlegali psychoterapii
jako uzupełnienie konwencjonalnego leczenia onkologicznego, żyli dwukrotnie
dłużej niż ci, którzy byli tylko leczeni konwencjonalnie w najlepszych
klinikach onkologicznych w USA (Simonton, 1978; 1981; 1992). Ponadto, wśród
pacjentów Simontona znacznie więcej było wieloletnich przeżyć (osób, które mimo
początkowego znacznego zaawansowania choroby, po latach nie miały żadnych oznak
choroby). Pacjenci Simontona mieli lepszą jakość życia a ci, którzy zmarli,
mieli lepszą jakość umierania. Podobne wyniki miał Ronald Grossarth-Maticek
stosując terapię poznawczo-behawioralną nazywaną creative-novation behaviour
therapy (Eysenck, 1991). Początkowo świat medyczny odrzucił te doniesienia
uważając je za absurdalne i zarzucając im błędy metodologiczne. David Spiegel
próbując zdyskredytować doniesienia Simontona przeprowadził prospektywne,
kontrolowane badania na uniwersytecie Stanford u kobiet z zaawansowanym rakiem
gruczołu piersiowego z przerzutami (Spiegel, 1981; 1983; 1989). Ku swemu zaskoczeniu
otrzymał identyczne wyniki jak Simonton i stwierdził, że pacjentki, które
przeszły terapię poznawczo-behawioralną w uzupełnieniu leczenia
konwencjonalnego, żyły przeciętnie dwukrotnie dłużej niż te, leczone tylko
konwencjonalnie. Podobne wyniki, otrzymał Fawzy u pacjentów z czerniakiem
złośliwym (Fawzy, 1990; 1990b; 1993). Badania Spiegela i Fawzy'ego spełniają
najwyższe kryteria naukowe. Pacjenci Fawzy'ego podlegający interwencji nie
tylko żyli dłużej, ale też ich wskaźniki immunologiczne wskazywały na
zwiększoną aktywność układu odpornościowego. Jest też wiele innych dowodów na
to, że u podłoża wszystkich przytoczonych w tej części przykładów leżą procesy
psychoneuroimmunologiczne (Gruber, 1988; 1993; Berczi, 1996).
Nie
tylko chorzy na raka, mają korzyść z psychoterapii. Na przykład interwencja
behawioralna u osób z chorobą niedokrwienną mięśnia sercowego spowodowała
zmniejszenie depresji i częstotliwości rehospitalizacji (Black, 1998). Dean
Ornish dowiódł, że poprzez powiązanie m.in. medytacji, odpowiedniej diety i
aktywności fizycznej można odwrócić bieg choroby niedokrwiennej mięśnia
sercowego. Jego pacjenci mieli znacznie zmniejszone zmiany miażdżycowe
uwidocznione w specjalnym badaniu radiologicznym (koronarografii) po przejściu
jego programu w porównaniu do zmian przed przystąpieniem do programu (Ornish,
1998). Zanim Ornish przeprowadził i opublikował swoje badania, uważano, że
choroba niedokrwienna mięśnia sercowego i powodująca ją miażdżyca były
nieodwracalne i mogły tylko ulec pogorszeniu. W reumatycznym zapaleniu stawów
terapia psychoanalityczna spowodowała u części pacjentów odwrócenie procesu
chorobowego. Jednak gdy "emocjonalne kanały do urazów z dzieciństwa
zostały otwarte" (co jest typowe w psychoanalizie), znaczna część tych pacjentów
miała istotne pogorszenie stanu. To, że forma psychoterapii nie jest obojętna
wiadomo było od pewnego czasu. Na przykład Eysenck i Grossarth-Maticek
donieśli, że chorzy na raka podlegający psychoanalizie, żyli krócej niż nie
podlegający żadnej psychoterapii (Grossarth-Maticek, 1990).
Obecnie wiele osób zwraca się ku
"alternatywnym/komplementarnym" terapiom, w tym różnym oddziaływaniom
psychologicznym. Współczesna medycyna też próbuje się na te nowe trendy
otwierać. Bądźmy jednak świadomi, że przekazując informacje o wpływie psychiki
na zdrowie i chorobę, pacjenci mogą to odebrać, że nie dość się starają, że nie
umieją sobie radzić w życiu, że zasługują na chorobę i że sami ją sobie
wywołali. Poczucie winy takiej osoby może być obezwładniające.
Drogi wzajemnego
oddziaływania mózgu i układu odpornościowego
W
kolejnych częściach będziemy się zagłębiali coraz bardziej w powiązania
psychiki, układu nerwowego, układu hormonalnego i odpornościowego. Najpierw
zajmiemy się drogami od mózgu do układu odpornościowego i z powrotem, a w
dalszej części przedstawię to co najbardziej fascynujące - to, co dzieje się w
mózgu, czyli "od myśli i emocji do komórki odpornościowej". Na
zakończenie będą praktyczne wnioski terapeutyczne.
Hormony
Trudne
było odkrycie i udokumentowanie wzajemnego oddziaływania mózgu i układu
odpornościowego, a jeszcze trudniejsze jest poznanie dróg za tymi
oddziaływaniami się kryjącymi. Dotychczas odkryto trzy drogi oddziaływania
mózgu na układ odpornościowy: układ hormonalny, autonomiczny układ nerwowy oraz
wydzielane przez mózg różne substancje, które wszystkie - dla uproszczenia -
będziemy tutaj nazywali neuropeptydami. Natomiast układ odpornościowy wpływa na
mózg i nasze zachowanie głównie poprzez wydzielanie wcześniej wspomnianych
cytokin. Jak sobie można wyobrazić wszystkie te oddziaływania są wzajemnie
powiązane i trudno jest do końca stwierdzić, co jest skutkiem, a co przyczyną.
Zacznijmy
od układu hormonalnego, gdyż każdy słyszał określenie "hormony
stresu". Nie przypadkiem jednym z pierwszych, którzy udokumentowali wpływ
hormonów na odporność był Hans Selye - twórca określenia "stres".
Wykazał on, że u szczurów poddanych różnym stresom powiększała się kora
nadnerczy wydzielających m.in. kortyzol (jeden z hormonów stresu), natomiast grasica
(miejsce dojrzewania komórek odpornościowych) tych zwierząt ulegała zanikowi.
Ten, stresem wywołany zanik grasicy, nie występował u zwierząt, u których
usunięto albo nadnercza albo przysadkę (mały gruczoł u podstawy mózgu,
pobudzający m.in. korę nadnerczy do wydzielania kortyzolu). Obecnie hormony
kortyzolopodobne powszechnie stosuje się w wielu chorobach autoimmunologicznych
i zapalnych (by zmniejszyć nadmierną aktywność układu odpornościowego). Jednak
podanie tego hormonu nie jest pozbawione nieporządanych działań ubocznych,
które mogą być trwałe. Na przykład u noworodków z niewydolnością oddechową
podaje się w pierwszej dobie życia kortyzon. Po pięciu latach okazało się, że
dzieci te dużo częściej chorowały i miały obniżone poziomy pewnych komórek
układu odpornościowego (limfocytów T) niż grupa kontrolna, która otrzymała
tylko placebo (Gunn 1981). Lek ten jednak ratuje życie.
Przysadka
odpowiada za równowagę hormonalną całego organizmu poprzez wpływ na większość
narządów układu hormonalnego: tarczyce, korę nadnerczy, gonady, nerki, gruczoły
piersiowe, macicę, oraz takie funkcje jak: przemiana materii, wzrost i pamięć.
Jak dowiedziono, przysadka, bezpośrednio i pośrednio, wpływa na produkcję,
dojrzewanie i funkcjonowanie komórek układu odpornościowego.
Funkcja
przysadki jest z kolei kierowana przez układ limbiczno-podwzgórzowy. Układ
limbiczny jest to struktura mózgowia odpowiedzialna między innymi za takie
funkcje jak emocje i pamięć. Układ limbiczny jest "zintegrowany"
wieloma połączeniami z podwzgórzem. Podwzgórze z kolei zawiaduje - poza
przysadką - autonomicznym układem nerowym oraz zawiera ośrodki regulujące m.in.
ciśnienie krwi, temperaturę ciała, odczucie głodu lub sytości, pragnienie itp.
Ze względu na mnogość wzajemnych połączeń i uproszczenie wywodu obie te
struktury nazywać będziemy układem limbiczno-podwzgórzowym.
Autonomiczny układ nerwowy
Kierowany
przez podwzgórze autonomiczny układ nerwowy, zapewnia odpowiednie
funkcjonowanie wielu narządów i procesów fizjologicznych naszego organizmu,
które bezpośrednio nie podlegają naszej woli jak: częstotliwość pracy serca,
kurczenie i rozszerzanie naczyń krwionośnych czy oskrzeli i źrenic, praca
gruczołów łzowych i ślinianek oraz gruczołów przewodu pokarmowego, funkcjami
narządów płciowych i wielu innych. Autonomiczny układ nerwowy ma dwie
równoważące się części: układ współczulny (czasami nazywany z łaciny
sympatycznym) i układ przywspółczulny (nazywany parasympatycznym). To właśnie
działanie obu części autonomicznego układu nerwowego powoduje między innymi
rumieniec lub zblednięcie, przyspieszenie lub zwolnienie pracy serca, wzrost
ciśnienia krwi lub zapaść pod wpływem różnych emocji. Zakończenia nerwowe
autonomicznego układu nerwowego znajdują się w szpiku (gdzie komórki
odpornościowe są produkowane), w grasicy (gdzie niektóre komórki odpornościowe
dojrzewają) oraz w węzłach chłonnych, śledzionie i innych obszarach tkanki
limfatycznej, (gdzie komórki odpornościowe działają) (Felten, 1987; 1988).
Ponadto, takie zakończenia nerwowe znaleziono w bezpośrednim kontakcie z
większością klas komórek odpornościowych (Felten, 1998).
Neuropeptydy
Mózg
nie tylko jest skomplikowaną siecią połączeń i przekaźników nerwowych, ale też
jest gruczołem wydzielającym wiele aktywnych fizjologicznie substancji (blisko
100 odkrytych, a liczba ta stale wzrasta). Neuropeptydy są krótkimi łańcuchami
aminokwasów i stanowią tylko część z wydzielanych przez mózg substancji i
teoretycznie należałoby je zakwalifikować do układu hormonalnego, ponieważ, tak
jak hormony, działają na komórki odległe od miejsca, gdzie były wydzielone. Ze
względu na ich szczególną rolę w naszym organizmie omawiam je osobno. Jednymi z
pierwszych odkrytych neuropeptydów były, wydzielane przez mózg endorfiny (tzn.
wewnętrzne morfiny). Endorfiny blokują ból tak, jak to właśnie robi morfina i
jej pokrewne substancje. Negatywne emocje mogą zmniejszać wydzielanie endorfin,
a pozytywne zwiększać. To wyjaśnia dlaczego na przykład skoncentrowani na grze
sportowcy, mogą nie zauważyć nawet dużych kontuzji, gdy w innych sytuacjach
(szczególnie w smutku po przegranym meczu) nieznaczne urazy mogą odczuwać dużo
dotkliwiej. Stan błogości, który możemy odczuć pod wpływem relaksu lub
medytacji, związany jest właśnie ze zwiększeniem produkcji endorfin. Oznacza
to, że sami możemy sobie zaaplikować dawkę endorfin.
Zaobserwowano,
że jedna z endorfin (beta) jest silnym modulatorem układu odpornościowego.
Następnie znaleziono miejsca wiążące (receptory) dla beta-endorfiny na
komórkach układu odpornościowego. Wkrótce nastąpiła lawina doniesień o
odnalezieniu miejsc wiążących na komórkach opornościowych dla innych
neuropeptydów o coraz bardziej skomplikowanych nazwach. Teraz wiadomo, że,
wydzielane przez mózg neuropeptydy, wpływają (podobnie jak układ hormonalny i
autonomiczny układ nerwowy) na produkcję komórek odpornościowych w szpiku, ich
dojrzewanie w grasicy i działanie na obwodzie, a także regulują stan zapalny
(Berczi, 1996). Nie powinno nas też zdziwić, że wydzielanie większości
neuropeptydów kierowane jest przez układ limbiczno-podwzgórzowy, podobnie jak
działanie układu hormonalnego i autonomicznego układu nerwowego. Co reguluje
układ limbiczno-podwzgórzowy? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w części
o neurofizjologii emocji. Okazjuje się bowiem, że to emocje są głównym motorem,
poprzez który mózg wpływa na procesy odpornościowe. Jak stwierdziła Candace
Pert, każdej emocji towarzyszy wydzielanie odpowiedniego "koktajlu"
neuropeptydów, a zmieniony skład chemiczny krwi wiąże się z odpowiednią reakcją
organizmu (Pert, 1985; 1990).
Cytokiny
Cytokinami
nazywane są hormony wydzielane przez komórki odpornościowe wpływające zarówno
na mózg, głównie na układ limbiczno-podwzgórzowy. Cytokiny osiągają szczególnie
wysokie stężenia podczas stanów zapalnych i infekcji. To one
"informują" mózg o stanie układu odpornościowego i uważa się, że leżą
u podłoża wpływu układu odpornościowego na zachowanie. Cytokiny wpływają na
regulację snu, temperatury ciała i apetytu. Wśród substancji wydzielanych przez
komórki odpornościowe są też wcześniej przedstawione endorfiny, poprzez które
układ odpornościowy może wpływać na odczuwanie bólu. Podobnie jak ze wszystkim
w naszym organizmie, nadmierna aktywność pewnych cytokin uważana jest za
podstawę choroby autoimmunologicznej jaką jest stwardnienie rozsiane (SM).
Odkrycie to może mieć istotny wpływ na rozwój skutecznych sposobów leczenia tej
choroby [Ruuls].
Coraz
więcej dowodów jest na to, że zakończenia nerwów czuciowych mogą znajdować się
w węzłach chłonnych, śledzionie, a nawet w szpiku kostnym i grasicy. Może to
być jeszcze jedna droga, poprzez którą mózg "dowiaduje się" o stanie
komórek odpornościowych na różnych etapach rozwojowych.
Teraz
łatwiej możemy zrozumieć przedstawione wcześniej zjawiska jak efekt placebo,
uczenie odpowiedzi odpornościowej, wpływu układu odpornościowego na zachowanie,
a także wpływu psychiki na zdrowie. Drogi wzajemnych oddziaływań układu
limbiczno-podwzgórzowego z układem odpornościowym przedstawione są w
uproszczeniu na rysunku 1
- Drogi wzajemnych oddziaływań układu limbiczno-podwzgórzowego z układem
odpornościowym (Wirga, 1992)
Neurofizjologia i psychoneuroimmunologia emocji
Istnieje
wiele kontrowersji czym jest emocja. Dlatego to, co przedstawiam poniżej, może
się też wydać kontrowersyjne. Jest też wiele sposobów patrzenia na te same
zjawiska i to, co się widzi, zależy od obserwatora. Przedstawiony tutaj punkt
widzenia odpowiada mojej wiedzy, filozofii i ma natychmiastowe zastosowanie
terapeutyczne. Swoje wywody popieram historyjką z włamywaczem oraz badaniami
poznawczo-neurofizjologicznymi.
Strach
Najczęściej
dzieli się emocje na negatywne (n.p.: strach, złość) i pozytywne (n.p.: radość,
miłość). Zgadzając się z Maultsby'm uważam, że należy wyróżnić jeszcze emocje
neutralne (jak: spokój, stan błogości) (Maultsby, 1992). Oznacza to, ze zawsze
mamy jakieś emocje w spektrum od negatywnych, poprzez neutralne, do
pozytywnych. Oczywiście najbardziej świadomi jesteśmy odczuwania skarajnych
emocji i dlatego zapominamy o neutralnych, które z wielu perspektyw są bardzo
zdrowe (patrz wyżej "relaks-stan błogości-endorfiny").
Strach,
jako emocja podstawowa, jest względnie dobrze zbadany w porównaniu z innymi
emocjami i dlatego stanowi dobry przykład do rozważań. Reakcje fizjologiczne
pod wpływem strachu (znieruchomienie, zwolnienie pracy serca, a następnie
palpitacje, gęsia skórka, zimny pot, itp) przebiegaja bardzo podobnie u
wszystkich ludzi niezależnie od pochodzenia, rasy, kultury itp. Oznacza to, że
mamy podobne mózgi.
Historyjka z włamywaczem
By
pomóc swoim pacjentom i studentom zrozumieć skąd się biorą emocje, uciekam się
do mini-horroru (Maultsby, 1999). Proszę ich o wyobrażenie sobie następującej
sytuacji. "Wyobraź sobie, że samotnie śpiąc w nocy w swoim domu, nagle
przebudził cię hałas w przedpokoju. Wstrząsnąłeś się na jego dźwięk i pierwszą
myślą było: "To jest włamywacz'". Wiekszość naszych pacjentów wie, co
mogliby dalej sobie pomyśleć: "Włamywacz może mnie pobić!", "Może
mnie ograbić i zniszczyć mój dom", "Oh! On może mnie zabić", i
bez trudności wyobrażają sobie w takiej sytuacji odczuwanie silnego lęku.
"Wyobraź sobie dalej, że cały w strachu podchodzisz do telefonu, by
zadzwonić na policję. Już masz wybrać numer i w tym momencie przypominasz
sobie, że wcześniej tego dnia przypadkiem natknąłeś się na twojego najlepszego
przyjaciela ze szkolnej ławy - Stacha, który na kilka dni przyjechał do twojego
miasta w interesach. Zaprosiłeś go do swojego domu, ale ponieważ Stachu miał
być zajęty do późnego wieczoru, dałeś mu zapasowy klucz do swego domu i
poprosiłeś, by cię zbudził jak przyjdzie. W momencie, gdy sobie to
przypomniałeś, twoje myśli natychmiast ulegają zmianie: "To nie włamywacz,
tylko Stachu!", "Zaraz się zabawimy", i twoj intensywny lęk jest
natychmiast zastąpiony intensywną radością ze spotkania ze starym, najlepszym
przyjacielem. Zauważ, że hałas był ten sam, ale kiedy zmieniłeś swoje myśli z
"to jest włamywacz" na "to jest Stachu", twoje emocje
uległy też natychmiastowej zmianie."
Żadne
leki nie mogłyby tak szybko zadziałać, by tak szybko zamienić intensywny strach
na radość. Taka jest siła naszych szczerych przekonań. Oczywiście w sytuacjach
terapeutycznych prawie nie zdarza się takie nagłe przeskoczenie ze skrajnie
negatywnych (n.p.: lęk wysokości) do skrajnie pozytywnych emocji. Z reguły
najpierw odczuwa się emocję negatywną coraz mniej intensywnie i z czasem
zaczyna się ją odczuwać neutralnie (przy skutecznej terapii). Osoba ta może w
dalszym ciągu pracować nad odczuwaniem pozytywnych emocji wobec czego,
odczuwała negatywne i cieszyć się uprawianiem n.p: spadochroniarstwa.
Pwróćmy
do naszej historyjki. "Wyobraź sobie, że z radością wybiegasz z pokoju,
krzycząc "Stachu kochany! " i w tym momencie otrzymujesz silne
uderzenie kija baseballowego." Jest przecież możliwe, że zbiegiem
okoliczności, kiedy miał cię odwiedzić Stachu, w tę samą noc, włamywacz
postanowił się zakraść do twojego domu. Co to nam mówi o pracy ludzkiego mózgu?
Że mózg nie dba o fakty. Natomiast to, co sobie szczerze pomyślimy, o czym
jesteśmy "święcie przekonani", mózg natychmiast przetworzy w naszą
wewnętrzną rzeczywistość wirtualną i ta wirtualna rzeczywistość będzie podstawą
kontroli naszych emocji i działania. Dlatego, to nasze myśli, przekonania i postawy
decydują o tym, jaką wewnęrzną, wirtualną rzeczywistość przekształci je nasz
mózg i jakie emocje odczujemy i jak się będziemy zachowywali. Oczywiście,
myślenie, emocje i działanie doświadczamy równoczasowo. Ponadto, w dobrze
wyuczonych sytuacjach "działamy, zanim mieliśmy czas coś pomyśleć" -
jest to kierowane postawami, których dyskusja wykraczałaby poza ramy tego
artykułu (Maultsby, 1992, 1998, 1999).
Neurofizjologia strachu
Ponieważ
przytoczone poniżej badania były przeprowadzone na szczurach, ich odniesienia
do zachowań ludzkich jest tylko hipotetyczne. Tak szczegółowa dokumentacja
zjawisk w ludzkim mózgu, przy dotychczasowych technikach, nie jest jeszcze
możliwa. Możliwe, że zarówno te badania, jak i wnioski, jakie z nich wyciągam,
nie odnoszą się do wszystkich emocji ani nawet do wszystkich zaburzeń lękowych
(choć wiele wskazuje, że tak). Przyszłość pokaże.
Nie
wdając się w szczegóły, w skrócie przedstawiam struktury nerwowe i mechanizmy
leżące u podłoża strachu oraz ich związki z psychoneuroimmunologią. Jak już
wspomniałem, strach odczuwamy w dość stereotypowy sposób. Najpierw, możemy
wstrząsnąć się (n.p.: niespodziewanie słysząc głośny hałas). Następnie możemy
zamrzeć w bezruchu i serce może zwolnić rytmu i dostajemy "gęsiej
skórki". Wtedy, prawie natychmiast, nasze serce zaczyna walić, wzrasta
ciśnienie krwi, oblewa nas zimny pot, robimy się bladzi, źrenice się
rozszerzają, itd, wszystko po to, by przygotować nas do reakcji walki lub
ucieczki. Oczywistym jest, że te reakcje są instynktowne i zachodzą bez naszej
woli. Jak przedstawiono na rysunku
2 (zmodyfikowane za pozwoleniem MIT Press - LeDoux, 1995) mimo, że różne
drogi nerwowe odpowiedzialne są za poszczególne reakcje, każda z tych dróg ma
swój początek w jądrze środkowym ciała migdałowatego. Innymi słowy, jak w
każdej reakcji bezwarunkowej, podłożem wszystkiech elementów typowej reakcji
strachu są genetycznie zaprogramowane struktury neurologiczne - są
"hardwired" {czy ktoś wie jak to przetłumaczyć?}. Oznacza to, że
aktywacja środkowego jądra ciała migdałowatego, będzie prowadziła do
przewidywalnej stereotypowej fizjologicznej reakcji strachu.
Skąd
jednak jądro środkowe ciała migdałowatego wie, że ma wyzwolić reakcję strachu.
Na rysunku 3
(zmodyfikowane za pozwoleniem MIT Press - LeDoux, 1995) przedstawiony jest
schemat, jak ta informacja jest przekazywana. Należy tu podkreślić rolę nowej
kory mózgowej i procesów kojarzeniowych w niej zachodzących. Oznacza to, że
nasza reakcja na bodziec (w naszej historyjce hałas) zależeć będzie od tego,
jakie znaczenie przypisze kora temu bodźcowi. Jeżeli przypisze mu negatywne dla
przeżycia znaczenie (n.p.: "Włamywacz"), wtedy informacja ta, poprzez
jądro boczne ciała migdałowatego, jest przekazana do jądra środkowego ciała
migdałowatego i zostaje wyzwolona kaskada stereotypowej reakcji strachu.
Natomiast, jeżeli nasza kora przypisze bodźcowi pozytywne znaczenie (n.p.:
"Przyjaciel"), wtedy zupełnie inny zestaw dróg nerwowych jest
aktywowany, lęk znika, a my odczuwamy "stereotypową reakcję radości".
Jakie
z tego wypływają wnioski? Po pierwsze, nasze reakcje emocjonalne są wbudowane w
nasz mózg. W zależności od tego, jakie znaczenie przypisze kora nowa bodźcowi,
odpowiednia droga nerwowa będzie uaktywniona, i ta droga zawsze będzie
prowadziła do takiej, a nie innej reakcji emocjonalnej i fizjologicznej. Po
drugie, wygląda na to, że uczenie się emocji jest uczeniem się znaczeń bodźców.
To znaczy, uczymy sie co myśleć o danym bodźcu, uczymy się odpowiednich
przekonań i postwaw wobec tego bodźca i te myśli, przekonania i postawy
konrolują, jakie części mózgu będą uaktywnione, a jakie nie oraz jakie reakcje
emocjonalne i fizjologiczne będziemy odczuwać (Wirga, 1999).
Jakie ma to wszystko znaczenie dla PNI?
Otórz
olbrzymie. Po pierwsze, ciało migdałowate jest częścią układu
limbiczno-podwzgórzowego - siedliska naszych emocji i konroli procesów
immunologicznych. Jak widać na rysunku 2, wiele dróg wiedzie od jądra środkowego
ciała migdałowatego, poprzez autonomiczny układ nerwowy (współczulny i
przywspółczulny), hormonalny i neuropepty do układu odpornościowego. Wiemy, że
u ludzi zaburzeniom lękowym, towarzyszą zaburzenia układu odpornościowego.
Wiele wskazuje na to, że takie może być tych zaburzeń podłoże.
Przecież
każdy z nas, czasami przypisuje nadmiernie negatywne znaczenia wielu
fizjologicznie obojętnym, choć niepożądanym, bodźcom (jak: deszczowa pogoda,
kolejka w sklepie, korek uliczny, itp). Jednak gdy zbyt wielu fizjologicznie
obojętnym, a często występującym niepożadanym bodźcom, przypiszemy nadmiernie
negatywne znaczenia (tzn. mamy o nich negatywne myśli przekonania i postawy),
oczywistym jest, że będziemy w stanie ustawicznego napięcia emocjonalnego.
Ponieważ ciało migdałowate wydaje się być tą strukturą mózgu, która przetwarza
procesy myślowe, na procesy emocjonalne i fiziologiczne (włączywszy
odpornościowe), taki stan napięcia może mieć istotne znaczenie zdrowotne
(Wirga, 1999). Wiedzie nas to do spostrzeżenia, że to, co myślimy na co dzień
ma znaczenie nie tylko dla komfortu, ale też zdrowia somatycznego.
To co jest zdrowiej myśleć?
W
początkach mojej pracy z chorymi na raka, zauważyłem, że znacznej części z nich
nie pomagało "pozytywne myślenie i wizualizacja" (jak wtedy
rozumiałem Metodę Simontona). Te niepowodzenia zmotywowały mnie, by spotkać się
z Simontonem osobiście. Gdy doszło do pierwszego spotkania, dr Simonton
wprowadził mnie w arkana Racjonalnej Terapii Zachowania (RTZ) - terapii
poznawczo-behawioralnej, wprowadzonej przez znanego psychiatrę amerykańskego
Maxie C. Maultsby'go, Jr., mojego wieloletniego szefa i mentora. RTZ stanowi
jeden z zasadniczych elementów obecnego Programu Simontona i jest podstawowym
sposobem pomagania w kryzysie emocjonalnym. Simonton wyjaśnił mi, że on nie
uczy swoich pacjentów pozytywnego myślenia, tylko, zdefiniowanego przez
Maultsby'ego, zdrowego myślenia. Zdrowe myślenie ma następujące cechy
(Maultsby, 1992):
Jest oparte na
oczywistych faktach
Pomaga chronić nasze
życie i zdrowie
Pomaga nam osiągać
nasze bliższe i dalsze cele
Pomaga rozwiązywać
najbardziej niepożądane konflikty i unikać je
Pomaga nam się czuć,
tak jak chcemy się czuć
Zdrowe
myślenie spełnia co najmniej trzy z tych pięciu zasad. To co jest zdrowe dla
jednej odsoby, nie musi być zdrowe dla innej (tzn. pacjent sam decyduje na
podstawie tych zasad, co jest dla niego zdrowiej myśleć w danej sytuacji, a nie
jest pouczany przez terapeutę). Ponadto, to co jest dla nas zdrowe teraz, nie
musi być zdrowe w innym czasie. Przykładem negatywnego myślenia jest: "Nie
mogę wyzdrowieć", przykładem pozytywnego myślenia jest: "Na pewno
wyzdrowieję". Natomiast zdanie: "Mogę wyzdrowieć, niezależnie od
tego, jak bardzo jestem chory" nie tylko jest przykładem zdrowego myślenia,
ale też podstawą zdrowej nadziei. Zgodnie z definicją, nadzieja jest
przekonaniem, że pożądane rzeczy są osiągalne, niezależnie od znikomości
prawdopodobieństwa - nie, że zostaną osiągnięte.
Początkowo,
nie chciałem wierzyć, że tak proste zasady mogą być komukolwiek pomocne i je
odrzuciłem. Może i też ty, czytelniku, jesteś w takim samym stanie umysłu, jak
ja wtedy. Jednak, gdy się głęboko nad tym zastanowimy, to stwierdzimy, że
kiedykolwiek osiągneliśmy jakiś, zależny od naszego wysiłku sukces, nasze
myślenie musiało spełniać co najmniej trzy z tych pięciu zasad - bo są to też
zasady sukcesu. A wyzdrowienie z poważnej choroby jest przecież ogromnym
sukcesem!
Patrząc
z perspektywy terapeuty, czasami czułem się bezsilny wobec - wydawałoby się -
beznadziejnej sytuacji pacjenta. Jednak stosując metody Simontona i
Maultsby'ego to właśnie pacjenci w tarapatach, chorzy na raka, czy AIDS i ich
rodziny, nauczyli mnie, że niezależnie od sytuacji życiowej, gdy zmienili swoje
myśli i przekonania na zdrowsze (i je stosowali), nie tylko zmieniał im się
nastrój - odczuwali więcej pozytywnych i neutralnych emocji, a mniej
negatywnych, ale także ulegała poprawie ich jakość życia. Po zmianie przekonań
na zdrowe i sumiennie je stosując, odczuwali większą radość i sens życia, mieli
poczucie głębokiego spełnienia, a ja osobiście miałem ten przywilej być
świadkiem niezwykłych ozdrowień.
Niewątpliwie
nasza wiedza w ostatnich latach w zakresie PNI sie zwielokrotniła, ale w
dalszym ciągu wzrost wiedzy zdaje się tylko pomnażać nowe pytania i to, czego
jeszcze nie wiemy. Jednakże to, czego nie wiemy, niech nie hamuje nas w
stosowaniu tego, co już wiemy. Nawet gdyby w przyszłości okazało się, że
powyższe wywody są błędne, ponadczasowym zawsze będzie wartość zdrowotna i
egzystencjalno-duchowa codziennej praktyki radości, poczucia sensu życia i
głębokiego spełnienia.
Więcej
o Programie Simontona w
Polsce
Mariusz Wirga(mw@arcobem.com)
[Źródło
– http://www.arcobem.com/Polska/index.html]
|