|
Monika Jaremko-Siarska, 2006-12-26, Gazeta.pl, Częstochowa
Dziesiątki chorych na wirusowe zapalenie wątroby nie dostaną się po Nowym Roku do lekarza. NFZ nie podpisał kontraktów z poradniami, bo postawił warunek nie do spełnienia.
Marian Sikora, ordynator oddziału zakaźnego w szpitalu na Tysiącleciu, dopiero w piątek dowiedział się, że poradnia hepatologiczna - jedyna w regionie - nie ma kontraktu. - Coś takiego wychodzi na jaw na tydzień przed końcem roku! - denerwuje się.
Częstochowscy chorzy nie znajdą też pomocy na Śląsku, bo problem dotyczy wszystkich 21 poradni w województwie, gdzie leczy się żółtaczki typu B i C. Obydwie choroby są zakaźne, dlatego poradnie zatrudniały specjalistów chorób zakaźnych. Tymczasem NFZ zażądał gastroenterologa, czyli specjalisty chorób przewodu pokarmowego.
- To paranoja. Nie ujmuję niczego moim wspaniałym kolegom gastroenterologom, ale oni nie mają żadnego doświadczenia w leczeniu żółtaczek. Mogę stworzyć fikcję: zatrudnić na pół etatu specjalistę, jakiego chce NFZ, ale w rzeczywistości chorych leczyć będzie dotychczasowy personel - nie kryje goryczy dr Sikora.
Tyle że o gastroenterologów nie jest łatwo. - Brakuje ich - mówi wojewódzki konsultant w tej dziedzinie prof. Andrzej Nowak. - Na pewno nie ma nas tylu, by obsadzić wszystkie poradnie hepatologiczne. Poza tym leczeniem chorych na wirusowe zapalenie wątroby rzeczywiście od lat zajmowali się zakaźnicy - mówi.
Ilu naszych pacjentów z żółtaczką będzie miało po Nowym Roku wielki problem? Poradnia na Tysiącleciu leczy 28 chorych. Rocznie jest ich niecała setka, ale znacznie większa liczba zgłasza się do diagnostyki z podejrzeniem choroby. W tej chwili czeka na wstępne badania 150 osób. - I gdzie oni wszyscy pójdą? A dokąd mają iść ci, którzy są w trakcie terapii i nie mogą jej przerwać? Na jakiej podstawie przedłużymy im choćby recepty na leki? Te kupowane w ramach chorób przewlekłych nie są drogie, lecz ich normalna cena w aptece wynosiłaby około 2 tys. zł za miesięczną kurację - podkreśla ordynator.
NFZ robi tymczasem dobrą minę do złej gry. - Wymóg zatrudniania gastroenterologa znalazł się w szczegółowych warunkach zawierania kontraktów na 2007 r. W czerwcu zostały one przesłane do konsultacji lekarzom, ale nikt wówczas nie zgłaszał do nich uwag - mówi Jolanta Kocjan, rzeczniczka Funduszu.
- To nieprawda. Zawsze dokładnie czytam całą korespondencję. Nic takiego nie zostało mi przysłane. Urzędnicy musieli dopiero niedawno i tylnymi drzwiami wprowadzić ten zapis - oburza się dr Sikora.
Prezes NFZ Andrzej Sośnierz przyznaje, że nowy warunek jest nieszczęśliwy. - Zasady kontraktowania przygotowała jeszcze poprzednia ekipa. Podpisałem je, bo nie było czasu na żadne zmiany - tłumaczy.
Klamka zapadła, bo teraz każda zmiana warunków kontraktowania mogłaby się stać powodem do unieważnienia całego konkursu na leczenie w przyszłym roku. Tego więc Fundusz na pewno nie zrobi. Lekarze próbują ratować sytuację. Każdy napisał do konsultanta wojewódzkiego prośbę o zgodę na dalsze przyjmowanie chorych w poradni hepatologicznej. Piszą też do konsultanta krajowego, by doprowadził do usunięcia zapisu o zatrudnieniu gastroenterologów. - Ja zrobiłem to jeszcze w piątek. W święta dostałem odpowiedź, że konsultant krajowy kieruje wszystkie nasze protesty do ministra Religi i prezesa Sośnierza - mówi dr Sikora.
Co na to NFZ? - Zrobimy wszystko, by podpisać te kontrakty. Taka jest decyzja dyrektora śląskiego oddziału Funduszu - zapewniał przed świętami Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ.
|