|
Dobra wiadomość dla osób zarażonych wirusem zapalenia wątroby. W czerwcu w lubelskiej klinice chorób zakaźnych znów rozpoczną się ratujące życie terapie.
– W końcu wiem, że mogę zaczynać leczenie interferonem – cieszy się profesor Roma Modrzewska, kierownik lubelskiej kliniki. Dla chorych na wirusowe zapalenie wątroby typu C (HCV) ta terapia jest często jedyną szansą na powrót do normalnego życia. W klinice czeka na nią 211 osób, w tym niektóre z bardzo poważnymi zmianami wątroby. Już teraz wiadomo, że część z nich na leczenie może liczyć dopiero za dwa, trzy lata.
„Gazeta” dwa tygodnie temu pisała o przerażeniu pacjentów, którzy alarmowali, że od początku roku w szpitalu nie ruszyła żadna nowa terapia interferonem. Potwierdzała to prof. Modrzewska, twierdząc, że termin rozpoczęcia leczenia zależy od dyrekcji szpitala im. Jana Bożego, któremu podlega klinika. Dziś już wiadomo, że terapie zaczną się w czerwcu.
– Interweniowałam w Narodowym Funduszu Zdrowia w tej sprawie. Tam dowiedziałam się, że mogę leczyć chorych. Jednak dyrekcja chce, żebym rozpoczęła terapię jedynie 60 osób, zamiast tak jak w ubiegłym roku ponad 70. Nie mam pojęcia dlaczego, tym bardziej że NFZ zapewnia, że kontrakt jest zbliżony. Ja chcę leczyć jak najwięcej osób, ta gigantyczna kolejka musi się zmniejszyć – mówi prof. Modrzewska.
– Mogło dojść do małego nieporozumienia. W ubiegłym roku rozpoczęliśmy leczenie większej ilości chorych, niż zakładał kontrakt z funduszem. Mowa o 80 osobach. To oznacza, że przekroczyliśmy kontrakt. A że nie mamy żadnej gwarancji, że dostaniemy pieniądze za ponadlimitowych pacjentów, musimy w tym roku zmniejszyć ilość terapii do 60 – tłumaczy Grzegorz Czupkałło, zastępca dyrektora ds. lecznictwa szpitala Jana Bożego. I dodaje: – Wystąpiliśmy do funduszu o zwiększenie kontraktu, ale właśnie dostałem odpowiedź odmowną. NFZ twierdzi, że nie może dać więcej pieniędzy na leczenie chorych z HCV, bo nie ma na to pieniędzy.
HCV
Wirus zapalenia wątroby typu C może doprowadzić do marskości wątroby, a nawet do raka wątroby. Leczenie utrudnia fakt, że choroba często przebiega bezobjawowo, można dowiedzieć się o niej dopiero po kilku, kilkunastu latach od zakażenia. Dochodzi do niego najczęściej w szpitalach, przychodniach czy gabinetach stomatologicznych.
Daniel Lenart, Gazeta Wyborcza Lublin, 28-05-2007
|
|