|
Zamiast leczyć poszli do sądu
Chaos w Klinice Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej przy ul. Biernackiego. Niektórzy pacjenci z żółtaczką typu C nie mogą dostać się do szpitala. Chociaż mieli wyznaczony termin. Zawieszono szkolenia studentów i kształcenie naukowe lekarzy.
– Syn choruje na żółtaczkę typu C – mówi matka pacjenta. – Miesiąc temu miał rozpocząć w klinice leczenie interferonem. Wszystko było uzgodnione z panią profesor. Kiedy się zgłosił, nie przyjęto go. A pani profesor już w klinice nie pracowała.
Katedra i Klinika Chorób Zakaźnych jest jedynym, specjalistycznym ośrodkiem w regionie. Leczy się najcięższe przypadki, np. żółtaczkę typu C i choroby tropikalne. Klinika podlega rektorowi lubelskiej Akademi Medycznej. Ale znajduje się w strukturach szpitala im. Jana Bożego w Lublinie. Szef kliniki jest na etacie akademii oraz szpitala. Problemy z leczeniem chorych wiążą się z odwołaniem prof. Romy Modrzewskiej a funkcji ordynatora przez dyrektora szpitala. Chociaż profesor przestała być ordynatorem kliniki, nadal pełni funkcję jej szefa z ramienia AM. – Z drzwi mojego gabinetu zdjęto wizytówkę- żali się pani profesor. – Nie mam tam wstępu. Mimo że jestem konsultantem wojewódzkim ds. zakaźnictwa. W klinice leczyłam chorych, uczyłam studentów, szkoliłam lekarzy. Teraz muszę nadzorować klinikę przez telefon. Moi lekarze dzwonią po porady. Boja się sami leczyć trudne przypadki żółtaczki typu C i wykonywać biopsje wątroby.
– Były komplikacje, ale się już unormowało – powiedział Piotr Cioczek, dyrektor szpitala. – Niech lekarze nie mówią, że nie potrafią robić biopsji. Przecież są doktorami z II stopniem specjalizacji. A zastój w leczeniu żółtaczki interferonem wynika z małego kontraktu z funduszem zdrowia. Mamy umowę na 70 chorych, a w kolejce czeka 100. Koszt leczenia jednego to 40-60 tys. zł. Zdaniem profesor Modrzewskiej jej zwolnienie jest nieuzasadnione i wynika z osobistej niechęci dyrektora. – Nieprawda. Pani profesor jest w wieku emerytalnym, dlatego ją zwolniłem – zaprzecza Cioczek.
Prof. Andrzej Książek, rektor AM, stoi jednak za Modrzewską. – Konflikt ma charakter personalny – uważa. – A przy tym dezorganizuje nauczanie, paraliżuje działalność naukową. Zawieszono habilitacje. Lekarze nie mogą dostać zaliczeń ze stażu. Działania dyrektora uderzają także w pacjentów.
W RĘKACH SĘDZIÓW
Miejmy nadzieję, że spór rozstrzygnie Sąd Pracy, do którego profesor oddała sprawę. Czy ten przywróci ją do pracy, nie wiadomo. Na razie żaden lekarz z kliniki nie chce zostać ordynatorem. Przedstawili to dyrektorowi na piśmie.
Ewa Stępień, Dziennik Wschodni, 10.11.2005
|
|